Chyba wracam do siebie. Jest lepiej, znacznie. Mam nadzieję, że jak wrócę do szkoły, to wszystkiego szlag nie trafi. Bardzo bym chciała, żeby mój stan się utrzymał. Oczywiście fajnie by było, gdyby było coraz lepiej, ale teraz i tak jest dobrze w porównaniu z tym, co było.
Dopiero niedawno zdałam sobie sprawę, że mam pewne problemy. Wcześniej wiedziałam, że są, ale jakby nie zwracałam na nie uwagi. Rozumiecie? Wiedziałam, że były, ale czułam jakby dotyczyły jakiejś innej osoby. Kilka dni temu dopiero zauważyłam, że tym, co robię, mogę też ranić innych ludzi. Moją rodzinę, przyjaciół... Tyle ludzi się stara, żeby było ze mną lepiej, powinnam to w końcu docenić. Nie chcę już więcej nikogo ranić tym, co sama sobie robię. Wiem, że będę ważna dla kogoś bez względu na to, czy będę miała jakieś problemy, czy też nie. Poza tym wiem, że niektórym może będzie łatwiej, jeśli ja sobie poradzę z niektórymi sprawami.
Chyba mimo wszystko potrzebowałam tych kilku dni w zamknięciu. Pod kołdrą, z tysiącem myśli w głowie. Chyba potrzebowałam przemyśleć sobie pewne rzeczy, przewartościować to, poukładać siebie na nowo. Chociaż układanie siebie jeszcze pewnie zajmie mi sporo czasu. Cieszę się jednak, że doszłam do tego, że chcę coś zmienić. Wcześniej mogłam tak mówić, ale tak naprawdę nie chciałam. Bałam się, że bez tych wszystkich problemów nikt nie będzie na mnie zwracał uwagi. Niestety, albo i na szczęście, jest na odwrót. Były dni, kiedy byłam zupełnie sama, nie miałam się do kogo przytulić, musiałam sobie z tym poradzić. W końcu wyszłam z tego stanu.
Naprawdę mam nadzieję, że szkoła nie zwali mnie znów z nóg. Że będę potrafiła się w niej odnaleźć, pogodzić przyjemności z obowiązkami. Mam nadzieję, że mi się uda, bo nie chcę rezygnować zupełnie z kontaktów z ludźmi, ale jeśli nie będę radziła sobie z nauką, to będę musiała coś z tym zrobić.
Zaniedbałam bloga... Ale nie tylko bloga. Zaniedbałam też siebie. Nie mogę ciągle siebie niszczyć i sobie dowalać. Życie jest chujowe i do dupy, ale trzeba żyć. A ja muszę o siebie dbać, no bo jak nie ja to kto?
Dopiero niedawno zdałam sobie sprawę, że mam pewne problemy. Wcześniej wiedziałam, że są, ale jakby nie zwracałam na nie uwagi. Rozumiecie? Wiedziałam, że były, ale czułam jakby dotyczyły jakiejś innej osoby. Kilka dni temu dopiero zauważyłam, że tym, co robię, mogę też ranić innych ludzi. Moją rodzinę, przyjaciół... Tyle ludzi się stara, żeby było ze mną lepiej, powinnam to w końcu docenić. Nie chcę już więcej nikogo ranić tym, co sama sobie robię. Wiem, że będę ważna dla kogoś bez względu na to, czy będę miała jakieś problemy, czy też nie. Poza tym wiem, że niektórym może będzie łatwiej, jeśli ja sobie poradzę z niektórymi sprawami.
Chyba mimo wszystko potrzebowałam tych kilku dni w zamknięciu. Pod kołdrą, z tysiącem myśli w głowie. Chyba potrzebowałam przemyśleć sobie pewne rzeczy, przewartościować to, poukładać siebie na nowo. Chociaż układanie siebie jeszcze pewnie zajmie mi sporo czasu. Cieszę się jednak, że doszłam do tego, że chcę coś zmienić. Wcześniej mogłam tak mówić, ale tak naprawdę nie chciałam. Bałam się, że bez tych wszystkich problemów nikt nie będzie na mnie zwracał uwagi. Niestety, albo i na szczęście, jest na odwrót. Były dni, kiedy byłam zupełnie sama, nie miałam się do kogo przytulić, musiałam sobie z tym poradzić. W końcu wyszłam z tego stanu.
Naprawdę mam nadzieję, że szkoła nie zwali mnie znów z nóg. Że będę potrafiła się w niej odnaleźć, pogodzić przyjemności z obowiązkami. Mam nadzieję, że mi się uda, bo nie chcę rezygnować zupełnie z kontaktów z ludźmi, ale jeśli nie będę radziła sobie z nauką, to będę musiała coś z tym zrobić.
Zaniedbałam bloga... Ale nie tylko bloga. Zaniedbałam też siebie. Nie mogę ciągle siebie niszczyć i sobie dowalać. Życie jest chujowe i do dupy, ale trzeba żyć. A ja muszę o siebie dbać, no bo jak nie ja to kto?
Tagi:
.
07.02.2012 o godz. 11:47



A przedostatnie zdanie jest boskie ;) Chyba je sobie powieszę nad łóżkiem, bo w taki optymistyczny sposób dodaje chęci do życia.