Where are you when I need you the most?

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Tagi: .
18.05.2012 o godz. 22:30

I’M A STUPID FUCKING BITCH WHO JUST FAILED HER TEST. WARSAW. OPPORTUNITIES. FUCK ME. What the HOLY FUCK? Where’s my fucking self control? What about my fucking PURPOSE?! Pain of regret. Fuck.


Hey, I'm feeling tired.
My time, is gone today.
You flirt with suicide.
Sometimes, that's ok.
Hear what others say.
I'm here, standing hollow.
Falling away from me.
Falling away from me.

I can always say.
'It's gonna be better tomorrow'.

Tagi: .
14.04.2012 o godz. 20:26

Jest po 23, ale co tam. Skoro KTOŚ chce, żebym opisała sama nie wiem co na tym blogu, to proszę bardzo.

Siedzę sobie na moim super ekstra wygodnym parapecie i podziwiam noc. Znów wróciłam do nocnego przesiadywania na parapecie z laptopem na kolanach. W dupkę jest mi trochę zimno, ale co tam. Mam pisać o moim życiu, co się w nim dzieje.

Jest coraz lepiej ze mną. Dobrze się czuję już od dłuższego czasu z czego jestem bardzo zadowolona. Jakby nie patrzeć mam 2tyg. wolnego, co mnie niezmiernie uszczęśliwia, chociaż i tak muszę poświęcić je na naukę. No ale, że są to rzeczy, które lubię, to nauka nie jest taka zła.

W dodatku coraz bardziej się przełamuję. Jest mi łatwiej rozmawiać z ludźmi o wszystkim i o niczym. Dobrze mi tak ^^.

Świat nadal kręci się wokół seriali, muzyki i durnych programów telewizyjnych. Ale na czym polega życie jak nie na tym właśnie? Ach, zapomniałam. Jeszcze mamy do wyboru seks albo jedzenie. Seksu nie ma z kim uprawiać, więc pozostaje mi jedzenie.

Siedzę sobie tu u siebie w pokoju, jest cicho, tak cichutko... Mmmm...

Tylko... brakuje mi kogoś. Tak, mam przyjaciół, znajomych, ale brakuje mi TEGO KOGOŚ.

Dobrze jest mieć chwilę wolnego od szkoły i żyć na spokojnie. Brakowało mi tego. Jest mi dobrze, tak po prostu. Chociaż wiele rzeczy mnie wkurza i gardzę dużą ilością ludzi. Ale to też zależy od dnia.

Jutro spodziewam się PMS, więc rano pewnie wykupię połowę sklepu. Ha, tylko nie wiem co kupię, bo przeszła mi już ochota na czekoladę. Za to teraz kocham ciastka <3. Szczególnie Złotokłose, albo holenderskie z czekoladą. Mniam. O, i szejka bym wypiła. Ach no, sami widzicie.

Na koniec piosenka, której słucham od pół godziny:
Tagi: .
02.04.2012 o godz. 23:08

Dorastamy. Fuck. Uczucia się coraz bardziej komplikują. Przyjaźnie ciężko zdefiniować. W głowie się jebie od tego całego gówna, które się czuje w środku. Chciałabym, żeby wszystko było takie proste jak za czasów, kiedy byłam mała. To było proste: kochałam rodzinę, lubiłam przyjaciół i znajomych. Nic się nie mieszało. A teraz sama nie wiem co czuję. Nie wiem czy to, co czuję, czuję do właściwych osób. Wydaje mi się, że nie. Jeszcze miesiąc temu potrafiłabym zaufać każdemu. Dzisiaj jest to dla mnie trudne. Nawet w stosunku do przyjaciół.

Czuję się też bardziej odpowiedzialna. Za siebie, za bliskie mi osoby. Czuję, że to ode mnie wiele zależy. Dużo się zmieniło w krótkim czasie.

W piątek wypad do kina. No i z Z. i A. zapisujemy się na prawo jazdy. Cudownie. Kolejna rzecz, która nie daje mi zapomnieć, że zaraz będę dorosła.

Mimo że notka może wydawać się niezbyt optymistyczna, to zapewniam, że jest jak najbardziej dobrze. Czasem tylko nie wiem co czuję w stosunku do niektórych osób. I nie wiem jaka naprawdę jestem.

Tagi: .
21.03.2012 o godz. 18:13





I just don’t want to miss you tonight
Tagi: .
09.03.2012 o godz. 20:45

No to ten... w sumie nie wiem co mam pisać. Nic ciekawego się nie dzieje, nie mam już żadnych głębokich przemyśleń, myślę sobie tylko o jednym i tak mi jakoś leci dzień po dniu. Spokojniej mi, w sumie wiele się zmieniło... Lepiej mi znacznie.
Z niektórymi jest mi naprawdę dobrze ostatnio, innych mam jednocześnie ochotę przytulić i pobić. A jeszcze inni są mi w sumie obojętni. Za jedną osobą nadal sobie tęsknię, ale już pomału przywykłam, choć wieczorami to wciąż rozdziera mi serce.
W szkole jest nawet ok. Na oceny mimo wszystko nie narzekam, na nic staram się nie narzekać. Chyba, że naprawdę jest źle. Ale i tak staram znaleźć się w tym coś pozytywnego. Nadchodzący konkurs też mi jakoś tak zwisa. Szybko minął ten czas, w którym niby miałam się przygotowywać.
No i cóż... W sobotę mam się wreszcie spotkać z A. Mam nadzieję, że będzie fajnie : ) I w sobotę mam się też spotkać z W. i z K., ale nie wiem, czy się w ogóle wyrobię.
No i w ogóle piszę to w dość takim... nostalgicznym humorze, bo właśnie sobie tęsknię. Niech to zniknie jakoś.
Ale mimo wszystko jest mi dobrze. Naprawdę wreszcie mogę powiedzieć, że czuję się dobrze. Tak zupełnie szczerze.
I chce mi się spać. Ostatnio w ogóle chodziłabym spać o 20. I z tego wszystkiego nie obejrzałam Xeny.
Notka tak w sumie o niczym, ale Z, chciała sobie coś poczytać, więc proszę bardzo. Łatwiej by było, jakby powiedziała, o czym konkretnie chce poczytać.


Tagi: .
08.03.2012 o godz. 21:25

Chyba wracam do siebie. Jest lepiej, znacznie. Mam nadzieję, że jak wrócę do szkoły, to wszystkiego szlag nie trafi. Bardzo bym chciała, żeby mój stan się utrzymał. Oczywiście fajnie by było, gdyby było coraz lepiej, ale teraz i tak jest dobrze w porównaniu z tym, co było.

Dopiero niedawno zdałam sobie sprawę, że mam pewne problemy. Wcześniej wiedziałam, że są, ale jakby nie zwracałam na nie uwagi. Rozumiecie? Wiedziałam, że były, ale czułam jakby dotyczyły jakiejś innej osoby. Kilka dni temu dopiero zauważyłam, że tym, co robię, mogę też ranić innych ludzi. Moją rodzinę, przyjaciół... Tyle ludzi się stara, żeby było ze mną lepiej, powinnam to w końcu docenić. Nie chcę już więcej nikogo ranić tym, co sama sobie robię. Wiem, że będę ważna dla kogoś bez względu na to, czy będę miała jakieś problemy, czy też nie. Poza tym wiem, że niektórym może będzie łatwiej, jeśli ja sobie poradzę z niektórymi sprawami.

Chyba mimo wszystko potrzebowałam tych kilku dni w zamknięciu. Pod kołdrą, z tysiącem myśli w głowie. Chyba potrzebowałam przemyśleć sobie pewne rzeczy, przewartościować to, poukładać siebie na nowo. Chociaż układanie siebie jeszcze pewnie zajmie mi sporo czasu. Cieszę się jednak, że doszłam do tego, że chcę coś zmienić. Wcześniej mogłam tak mówić, ale tak naprawdę nie chciałam. Bałam się, że bez tych wszystkich problemów nikt nie będzie na mnie zwracał uwagi. Niestety, albo i na szczęście, jest na odwrót. Były dni, kiedy byłam zupełnie sama, nie miałam się do kogo przytulić, musiałam sobie z tym poradzić. W końcu wyszłam z tego stanu.

Naprawdę mam nadzieję, że szkoła nie zwali mnie znów z nóg. Że będę potrafiła się w niej odnaleźć, pogodzić przyjemności z obowiązkami. Mam nadzieję, że mi się uda, bo nie chcę rezygnować zupełnie z kontaktów z ludźmi, ale jeśli nie będę radziła sobie z nauką, to będę musiała coś z tym zrobić.

Zaniedbałam bloga... Ale nie tylko bloga. Zaniedbałam też siebie. Nie mogę ciągle siebie niszczyć i sobie dowalać. Życie jest chujowe i do dupy, ale trzeba żyć. A ja muszę o siebie dbać, no bo jak nie ja to kto?
Tagi: .
07.02.2012 o godz. 11:47

15.12.11 ‘Przyjazd’

Dojazd do kliniki, był zajebiście trudnym wyzwaniem. Moja mama zgubiła się już na początku drogi. Błądziłyśmy po Mysłowicach i Katowicach. Po ok. godzinie i wskazówkom udzielonym przez miłych panów z jakiejś firmy mijanej po drodze, w końcu udało nam się dotrzeć na miejsce.

Szpital okazał się wielkim budynkiem z małym parkingiem. W dodatku z kiepskimi oznaczeniami. W końcu trafiliśmy na izbę przyjęć. No i pozałatwialiśmy te wszystkie sprawy związane z moim przyjęciem. Wyjątkowo spodobał mi się korytarz przed oddziałem, bo przypominał departament tajemnic. Ciekawa winda, ciekawy korytarz. Nie znalazłam żadnych zdjęć w Internecie, żeby Wam pokazać.

Na początku nie miałam łóżka, oddział był przepełniony, więc musiałam poczekać aż ktoś wyjdzie. W międzyczasie zwiedziłam oddział, dowiedziałam się gdzie co jest i poznałam ogólny zarys planu dnia. I tak oto między 8 a 9 jest śniadanie, między 12 a 13 obiad i między 17 a 18 kolacja. O 8 i 20 pills time, a o 22 niby jest cisza nocna.

W końcu dostałam łóżko. Dostawione nie na zwykły oddział, ale na intensywną terapię. Sala była z tymi wszystkimi bajerami. Łóżkiem, ekstra nowoczesnym, które jest zdalnie sterowane, można się tak bawić za pomocą takiego przyrządu, żeby jeździło w górę i w dół, w górę i w dół. Albo żeby podnosiło się w miejscu gdzie są nogi, albo w miejscu gdzie jest głowa. Albo w obydwu tych miejscach jednocześnie. Oprócz tego w sali znajdowała się sonda do sztucznego odżywiania, specjalnie łóżeczko dla dzieci, te wszystkie monitory itp. W pokoju była też wanna, ale taka mała do kąpania dzieci, umywalka, mydło i etanol. Wszystko było fajne, oprócz tego, że było okno na korytarz, więc nie było za dużej prywatności. Ale na intensywnej terapii tak już chyba musi być.

W pokoju byłam z dziewczyną z Krakowa. Trzynastolatka. Nie mogłam się z nią za bardzo dogadać. Popisywała się ciągle.

Dowiedziałam się też, że na oddziale jest świetlica i dwie nauczycielki. No i podczas pobytu w szpitalu nauczyłam się pleść bransoletki. Zajęcie to bardziej przypominało mi jedno z tych zajęć w psychiatry ku, niż na kardiologii. W każdym razie siedzieliśmy i pletliśmy bransoletki. Ale na świetlicy był też telewizor, gry, książki... Więc ogólnie było co robić, o ile lubi się oglądać bajki, grać w gry planszowe, albo czytać bajki dla dzieci. Rozrywek dla osób w moim wieku raczej nie przewidziano.

No i właśnie... Najważniejsza kwestia. Ludzie. Byli spoko. Tzn. na początku byli naprawdę dziwne osoby. Ta dziewczyna z Krakowa, chłopak, który mówił po śląsku... Ale potem pojawili się nowi, całkiem spoko ludzie, ale i tak przekonałam się do nich dopiero na 2 dni przed wyjściem.

A pani doktor była całkiem spoko. Z wyglądu przypominała mi inną panią doktor, z którą mam częstszy kontakt.

I pierwszego dnia było też przedstawienie. Takie świąteczne. Przyjechali studenci i coś tam przedstawiali. Był też Mikołaj. Niestety nie mogłam iść, ponieważ byłam ‘O’- ograniczona do oddziału no i dupa. Do kościoła, tzn, na msze, też nie chcieli mnie puścić. Trudno. Za to przyszły potem elfy na oddział, do tych, którzy nie mogli zejść i rozdawali cukierki i zabawki. I balony. I zrobiło się trochę weselej.

O właśnie, ksiądz codziennie chodził z komunią św. i z cukierkami w kapturze. Jak ktoś nie chciał komunii, to dawał cukierki.

I pierwszego dnia ogólnie byłam trochę przerażona. Założyli mi holter i tak sobie chodziłam z kablami na sobie. To wcale nie jest przyjemne... Musiałam z tym spać. Wolę mieć welflon w przedramieniu. Przynajmniej umyć się można.

I tak w sumie zakończył się pierwszy dzień. Tylko przyjazd, ocenianie czy się nadaję na oddział, założenie holtera, poznawanie oddziału, ludzi no i tyle.

16.12.11 ‘W białym przyjdzie pan...’

A raczej pani. Drugiego dnia obudziło mnie o 5:30 ostre światło jarzeniówek. Jakaś dziwna postać zaczęła do mnie podchodzić ze strzykawką i opaską zaciskającą. To coś powiedziało, że mam wystawić rękę. Powiedziałam, że potrzebuję chwili. Po chwili dopiero przed moimi oczami zarysowała się postać kobiety ze strzykawką. Pani powiedziała, że musi mi pobrać krew. Wystawiłam więc rękę, ona zrobiła swoje, a ja poszłam dalej spać.
O 8:00 zostałam obudzona dźganiem w bok, bo był czas na leki. Wzięłam leki i poszłam dalej spać.
O 8:30 było śniadanie, więc już wstałam. Wzięłam śniadanie (prawdopodobnie to znów była kromka chleba w bułce), poszłam się umyć i zjadłam śniadanie.
Zdjęli mi holter.
A potem leżałam cały dzień. Nadal byłam w szoku, pozostawiona sama sobie. Z głupiutką trzynastolatką na sali. Próbowałam coś oglądać i czytać, ale nie za bardzo mogłam się skupić. Przerobiłam tylko wojnę trzydziestoletnią (mam ogromne braki w historii) i tyle.

A po południu nauczyłam się pleść te zajebiste bransoletki. Wyobraźcie sobie mnie: znudzoną, wystraszoną, dziewczynę, która plecie bransoletki. Za drugim razem wyszła mi prościutka. Więc porzuciłam to pasjonujące zajęcie i poszłam do pokoju.

17.12.11. ‘Nocne zabawy’

Sobota to najgorszy czas. Nic się nie dzieje. Świetlica jest zamknięta. Tzn. nie ma tam zajęć. Zajęłam się totalnie sobą. A nie... Wieczorem grałam z dziewczyną z sali w państwa, miasta...

Czytałam książki, gazety, coś tam oglądałam.

I tak do nocy nic się nie działo.

Aż w końcu chłopcy do nas przyszli. Wzięli sobie rurki do cewnikowania i do sztucznego odżywiania, które były u mnie w sali i jedli za ich pomocą budyń. Dziewczyny zamówiły pizze na oddział. Chłopcy ćpali etanol. A po 22 zaczęliśmy się bawić w chowanego. Fajnie było. Naprawdę. Tym bardziej, że klinika zajmuje dużą przestrzeń. W końcu poszliśmy spać.

18.12.11 ‘Nudno’

Jedyną rozrywką w niedzielę jest msza. Niestety nie pozwolili mi na nią iść jak już wyżej napisałam. No trudno. Przesiedziałam więc całą niedzielę i czytałam książki na konkurs.

Wzięłam parę rurek do domu, pooglądałam dokładnie wszystkie sprzęty z nudów. Poszłam wcześnie spać. Nic się nie działo.

19.12.11 ‘Mikołaj i jego pomocnicy’

Poniedziałek. Wreszcie coś nowego. Musiałam wcześniej wstać bo miałam mieć tilt test o 8. Więc na 8 musiałam być umyta, ubrana itd. Nie mogłam tylko zjeść śniadania. I po śniadaniu przyszła do mnie pani doktor i powiedziała, że dziś będę miała badanie wysiłkowe, a nie ten test i że mogę zjeść śniadanie. Fajnie, tylko, że już było po śniadaniu. Na szczęście byłam zaopatrzona w kaszki, budynie itp., więc sobie coś tam zrobiłam.

Oglądałam sobie skinsów i wzięli mnie na echo serca. Fajnie, posłuchałam sobie jak bije mi serce (jednak je mam) i pomacali mnie po cyckach (całkiem przyjemnie). Potem znów oglądałam skinsów i poszłam na kolejne badanie – próbę wysiłkową. Pospacerowałam sobie trochę, pochodziłam trochę szybciej, znów pooglądali mi cycki i na tym się skończyło. W sumie po tych wszystkich razach, w których musiałam pokazać moje piersi, jest mi już wszystko jedno kto je ogląda, maca itd. Było mi wszystko jedno, czy ktoś wejdzie do pokoju w czasie badania, czy nie.

Potem był obiad. Dziewczyna z pokoju pojechała do domu, ale przywieźli nową dziewczynę. Tyle, że ona była po zabiegu. I ciągle płakała, bo ją bolało. Życie.

Siedziałam, oglądałam skinsów, umyłam się, siedziałam na gg. Po południu przyjechał tata. Był aż 15 minut. Ważne, że przywiózł mi jedzenie, bo umierałam z głodu. W sumie było mi dobrze, tylko potrzebowałam fizycznego kontaktu z kimś. Z kimś bliskim.

Przed kolacją przyszedł do nas Mikołaj i elfy. Dostaliśmy misie. Nie byle jakie. Słodkie takie. I dostaliśmy też słodycze i książki. Ja dostałam książkę ‘Dziewczyny się odchudzają’. Adekwatnie.

A potem zaczęłam się integrować ze wszystkimi. Szczególnie z dziewczyną wyglądającą jak Effy ze skinsów. Ma zajebiste spojrzenie. I ciekawą osobowość. Później słuchałam muzyki i poszłam spać.

NOC Z 19 NA 20 GRUDNIA 2011

To była męcząca noc i straszna. Tej dziewczynie, którą przywieźli na salę dwa razy zatrzymało się serce. Krzyk matki, bieg lekarzy po oddziale. Masakra. Na szczęście żyje.

20.12.2011 ‘Diagnoza’

Dzisiaj miał być ostatni dzień w szpitalu. Cieszyłam się, bo już nie mogłam wytrzymać na materacu z wystającymi sprężynami i zimna na OIOMie. O 7:00 miałam mieć tilt test, więc przyszła po mnie pani doktor i mnie zabrała. 30 minut leżenia, 40 minut stania. Horror. Tzn. znośny horror. Test nie wyszedł dobrze no i postawili mi od razu diagnozę. Przynajmniej wiem czemu mdleje i nie jest to spowodowane niejedzeniem, jak większość myślała. Będę żyć. Niestety, kiedy ten test wypada niepomyślnie, pacjent musi zostać dodatkową dobę w szpitalu. Wrrr. Więc zjadłam śniadanie i zajęłam się laptopem, bo nie wiem co mogłabym tu robić innego.

Potem czytałam i był obiad. Wątróbka... Mniam... Nienawidzę wątróbki, jak mogę cos takiego przygotowywać w szpitalu dla dzieci, wiedząc, że dzieci nie znoszą wątróbki? I w ogóle było mi dziwnie cały czas po tym badaniu, tzn. słabo, bo ono właśnie wywołuje omdlenia, jeśli ma się do tego tendencję.

Udało mi się w końcu porozmawiać z dziewczyną z sali. Już ją nic nie bolało, pomału mogła wstawać. Back to normal. Była sympatyczna. Szkoda, że musiała tyle wycierpieć.

Dzieciaki z oddziału przygotowywały się do jasełek, do których chciano mnie wkręcić. Ale ja nie chciałam, jak to ja. Serio, nie nadaję się na Maryję. W każdym razie fajnie było posłuchać kolęd w wykonaniu dzieci, mimo że fałszowały i śpiewały nierówno. Przynajmniej poczułam zbliżające się święta... Jeszcze nigdy nie byłam w okresie świątecznym w szpitalu. Na szczęście nikt z oddziału nie został na święta w klinice. Ubrana choinka, mikołaje, aniołki, lampki nie zastąpią prawdziwej Wigilii w domu.

Po południu było kolejne przedstawienie. Przestałam być ‘O’, więc mogłam iść. Było tak sobie... Przedstawienie składało się głównie z kolęd. No ale czas szybciej zleciał. Potem zjadłam już ostatnią kolację.

21.12.11 ‘Ostatni dzień’

O niczym nie myślałam od samego rana, tylko o wyjściu. Spakowałam się zaraz po śniadaniu, potem przyszła pani doktor, która poinstruowała mnie, co mam robić, żeby nie zemdleć, albo co robić, kiedy czuję, że zemdleję. I jednak może to wynikać z niejedzenia: mogę mdleć kiedy spada mi poziom cukru. To jeden z czynników wywołujących moje omdlenia. Więc muszę jeść słodycze, haha.
Cały czas grałam w simsy, żeby czas mi szybciej zleciał. Rozmawiałam też z dziewczyną w pokoju. Potem ona też włączyła simsy i siedziałyśmy we dwie i sobie grałyśmy. Nice.

Zaczął padać śnieg. Tak naprawdę. Wcale go nie chcę w tym roku. Potem, po białych świętach, będzie błoto. Dzieci znów miały próbę na jasełka, a ja czekałam na mamę.

Mama w końcu przyjechała. Przywiozła mi zestaw z McDonads’a, a ja byłam jej bardzo wdzięczna, bo od dawna nie byłam najedzona. Przyszła pani doktor, która wytłumaczyła mamie, na czym polega moje zaburzenie i jak postępować jakby mi się coś działo.

A potem wróciłam do domu. Dom! Wreszcie.

I jest mi teraz trochę dziwnie. Jakbym wróciła zza światów. Odkrywam swój pokój na nowo, Ala wydaje się mniej wkurzająca niż zazwyczaj, jest OK.

Tagi: szpital
21.12.2011 o godz. 17:38

Wreszcie znalazłam chwilę, żeby coś napisać. Mam mózg tak wyprany po tym dzisiejszym spotkaniu, że tak naprawdę nie wiem w co mam wierzyć, a w co nie. I wybaczcie jeśli w najbliższych dniach będę zadawała Wam pytania typu ‘jak się z tym czujesz?’, ‘jaki jest twój stosunek do tego?’, ‘jak to odbierasz?’. Tak, wiem. One są niemiłosiernie wkurwiające, ale dziś musiałam odpowiedzieć na nie kilkadziesiąt razy i zaraz mnie coś trafi.

W dodatku po tym całym analizowaniu moich uczuć, nie mogę się skupić na angielskim, z którego jutro mam dwie kartkówki. Nie mówię już o chemii, fizyce i francuskim z których testy piszę w środę. Na pewno coś zawalę, tylko jeszcze nie wiem co. Najchętniej po prostu olałabym wszystko, żeby tylko mieć święty spokój i się tak nie przejmować.

A przejmuję się nie tylko ocenami i ilością testów. 15 grudnia jest dla mnie przerażającą datą, a czas jakby nagle przyspieszył. Nie wiem ile tam będę, jak tam będzie i co będą ze mną robili. Nic nie wiem. Tyle dobrze, że w 2011 roku zostały mi tylko dwa dni chodzenia do szkoły.
No ale idziemy dalej. Wywalczona 5- z biologii jest dla mnie pewną motywacją, która mam nadzieję, wystarczy mi jak najdłużej.



12.12.2011 o godz. 18:05

Przyjaciele... jakże wspaniale jest ich mieć. Czuć ich obecność nawet kiedy są daleko, bo są w serduszku. Czasem chciałabym móc otoczyć ich jakąś niewidzialną materią i sprawić, żeby nic złego w życiu ich nie spotykało, żeby byli szczęśliwi i mogli żyć tak jak chcą. Bo kiedy coś złego dzieje się w ich życiu, ja tego nie wytrzymuję, jakaś część mnie zostaje mocno naruszona, nie jestem sobą. Czuję, że powinnam się nimi zająć, zatroszczyć się o nich. A czasem nie potrafię.

I czasem dowiadujemy się czegoś okropnego. Albo właściwie czegoś, o czym od dawna wiedzieliśmy, ale nagle zostało to powiedziane. I to nami wstrząsa i łzy leją nam się strumieniami i szlochamy... Po jakimś czasie to mija, bo wiemy, że to i tak nic nie da.

‘Kto nie jest w stanie podnieść się dla przyjaciół, ten nie jest ich wart’ – zdanie, która wypowiedziała właśnie moja przyjaciółka. I sądzę, że tak jest. Dlatego spróbuję zrobić wszystko żeby ze mną było lepiej i zająć się przyjaciółmi. Z, przecież wiesz, że się staram :) . W końcu nie mogę dawać innym złego przykładu.

Uspokoiłam się trochę, musiałam to napisać.
Tagi: przyjaźń
20.11.2011 o godz. 20:19

Liczę na palcach ile dni pozostało do kolejnego zamknięcia się.
Zamykać się można, byle nie głęboko.
Takie zamykanie się, jest mi potrzebne, a otwieranie się nie może być nagłe.
Bardziej przewidywalne. I miło jest się czasem na kogoś otworzyć.
Im ciszej będę znikać, tym większe szanse, że nikt tego nie zauważy, nikt nie usłyszy mojego oddechu.
A oddech jest zdradziecki, bo można się go nauczyć na pamięć.
Ktoś może znać rytm twojego ciała.
Rozpoznawać bicie serca.
To wymaga czasu, poznania, zrozumienia i troski, przez to łatwiej uciekać od osób nieznajomych.
Ja obiecuję oddychać jak najgłośniej się da, by tylko nikt nie zauważył, że tak naprawdę uciekam.

Tagi: ucieczka
09.11.2011 o godz. 17:40

Jakże jest mi spokojnie. Naprawdę... Wstałam dość wcześnie i poszłam do kościoła. No właśnie, nie wiem czy dziś mi to wyszło na dobre, bo ksiądz mówił o śmierci i znów ogarnął mnie strach, że ktoś mi umrze. Z kościoła wyszłam niemalże zapłakana. Rozbeczałam się na dobre w domu. Musiałam się jednak szybko ogarnąć, bo jechałam do mamy. U niej było mi dobrze, dużo mnie przytulała. Zrobiłam rogaliki! Ja... I nawet dobre wyszły, chyba. W każdym razie tak mi wszyscy mówili, mam nadzieję, że nie tylko z grzeczności.

Ogólnie popołudnie tez jest całkiem spoko. Po powrocie do domu po prostu zasnęłam. Włączyłam laptopa, bo chciałam oglądać film, ale nie dałam rady. Włączyłam radio i sobie usnęłam. Przynajmniej nie śniły mi się martwe ciała moich przyjaciół. Albo cmentarze z ich grobami.

Poza tym zamierzam się pouczyć trochę, bo mamy dość dużo kartkówek i tego wszystkiego na ten tydzień.

Piję niezliczone ilości herbaty. Pomykam w rajstopach i w za dużej koszulce i tak mi dobrze. Mógłby być jeszcze tylko ktoś obok mnie.



Tagi: spokój
06.11.2011 o godz. 16:37

Jestem szoku. Chyba powinnam bardziej uważać na to jak się zachowuję i w jaki sposób patrzę na niektóre osoby. Że też ludzie potrafią tyle zaobserwować, wow.

Mijałam sobie dziś cmentarz i znów naszło mnie to głupie przeczucie, że kogoś stracę. I znów rozmyślałam o śmierci i o tym czy dałabym radę pozbierać się po utracie kogoś. Tak bardzo boję się, że kogoś stracę.

W dodatku nie wiem, co czuję. Albo i wiem, tylko nie chcę i boje się samej sobie do tego przyznać. Czasem uczucia są zbyt skomplikowane, żeby powiedzieć tak po prostu co się czuje i czego chce.

Tagi: .
02.11.2011 o godz. 18:22

Tęsknię.

Tagi: .
02.11.2011 o godz. 15:52

Tak mi jakoś nieswojo. Miejsca nie umiem sobie znaleźć. Nie czuję w ogóle jakbym była u E. Czuję tylko jakby mi się to śniło, nie mogę w to uwierzyć. Jednak kolorowe paznokcie (masz prawdziwy talent E.!), nierozpakowana walizka i mały stosik gazet przypominają mi o tym, że jednak tam byłam. Już bym tam wracała. Strasznie tęsknię.

No a poza tym powrót do codzienności. Odwiedzić groby trzeba by było. Pojadę do mamy i potem coś tam porobię. Może w końcu się rozpakuję.

Ogólnie to nawet myśli nie mogę sobie pozbierać. Od wczoraj zjadłam 3 czekolady, ale to nic. Mam jesienną depresję, będę wpieprzać i tyle. A potem mi przejdzie. :)
Tagi: .
01.11.2011 o godz. 08:08

Czuję się cholernie obnażona. Nikt nigdy tak głęboko nie wszedł w moją psychikę. Dziwnie mi z tym. Czuję się trochę tak, jakbym dostała w twarz, albo nagle została obudzona z jakiegoś snu, który dla mnie był prawdą.

Zostałam uświadomiona, że sama jestem źródłem swoich problemów. Wiedziałam o tym, ale teraz ktoś wyjaśnił mi na czym to dokładnie polega. Chyba ktoś mnie obudził.

Pomału dochodzę do siebie.

Nikt jeszcze nie wszedł tak głęboko...

Tagi: .
23.10.2011 o godz. 22:31

Poczuł wtedy niezmierną miłość do tej nieznajomej niemal dziewczyny; wydawało mu się, że jest dzieckiem, które ktoś włożył do natartego smołą koszyka i puścił z prądem rzeki po to, by Tomasz mógł je wyłowić na brzeg swego łóżka.

Została u niego przez tydzień, póki nie wyzdrowiała; potem znów odjechała do swego odległego o dwieście kilometrów od Pragi miasta. Wtedy właśnie nadeszła ta chwila, o której mówiłem, a która wydaje mi się kluczem do jego życia: stoi w oknie, patrzy na podwórko, na mury przeciwległych kamienic, zastanawia się:
Czy ma ją zaprosić na stałe do Pragi? Boi się odpowiedzialności. Jeśli ją teraz zaprosi, przyjedzie ofiarować mu całe swoje życie.
Czy ma o niej zapomnieć?
Oznaczałoby to, że Teresa dalej będzie kelnerką w restauracji pewnego zabitego deskami miasta, a on nigdy już jej nie zobaczy. Chce, żeby do niego przyjechała, czy nie chce? Przygląda się ścianom przeciwległych kamienic i szuka odpowiedzi. Wciąż i wciąż przypomina sobie, jak leżała na jego tapczanie. Nie była podobna do nikogo z jego dotychczasowego życia. Nie była ani kochanką, ani żoną. Była dzieckiem, które wyjął z koszyka natartego smołą i ułożył na brzegu swego łóżka. Usnęła. Przyklęknął przy niej. Jej rozgorączkowany oddech był przyspieszony, rozległo się cichutkie jęknięcie. Przytulił policzek do jej policzka i szeptał do jej snu uspokajające słowa. Po chwili poczuł, że jej oddech się uspokaja, a twarz zbliża do jego twarzy. Czuł płynący z jej ust delikatny odór gorączki i wdychał go, jak gdyby chciał przeniknąć intymność jej ciała. W rym momencie wyobraził sobie, że jest u niego już od wielu lat i że umiera. Poczuł nagle wyraźnie, że nie przeżyłby jej śmierci. Położyłby się obok i chciałby umrzeć wraz z nią. Wcisnął twarz w poduszkę obok jej głowy i długo tak leżał. Stoi teraz w oknie i przywołuje tę chwilę. Cóż to może być innego niż miłość, która w taki sposób daje o sobie znać? Ale czy to była miłość? Uczucie, że chciałby umrzeć obok niej, było ewidentnie przesadne: przecież widział ją dopiero drugi raz w życiu! Czy nie była to po prostu histeria człowieka, który w głębi duszy uświadamia sobie swą niezdolność do kochania i zaczyna wmawiać sobie miłość? Jego podświadomość jest na tyle tchórzliwa, że wybrała sobie do odegrania tej komedii nieszczęsną kelnerkę z prowincjonalnej mieściny, która nie miała prawie żadnej szansy, by zaważyć w jego życiu. Patrzy przez okno na brudne mury i uświadamia sobie, że nie wie, czy była to miłość, czy histeria. Było mu żal, że w sytuacji, w której prawdziwy mężczyzna powinien natychmiast działać, on waha się i ogołaca w ten sposób najpiękniejszą chwilę, jaką kiedykolwiek przeżył (klęczał przy łóżku i wydawało mu się, że nie przeżyłby jej śmierci) z jej znaczenia. Złościł się na siebie, a potem przyszło mu do głowy, iż to, że nie wie, czego chce, jest właściwie zupełnie naturalne. Człowiek nigdy nie może wiedzieć, czego ma chcieć, ponieważ dane mu jest tylko jedno życie i nie może go w żaden sposób porównać ze swymi poprzednimi życiami ani skorygować w następnych. Czy lepiej związać się z Teresą, czy zostać samemu? Nie ma żadnej możliwości, by sprawdzić, która decyzja jest lepsza, bo nie istnieje możliwość porównania. Człowiek przeżywa wszystko po raz pierwszy i bez przygotowania. To tak, jakby aktor grał przedstawienie bez żadnej próby. Cóż może być warte życie, jeśli pierwsza próba już jest życiem ostatecznym? Dlatego życie zawsze przypomina szkic. Ale nawet szkic nie jest właściwym określeniem, bo szkic jest zawsze zarysem czegoś, przygotowaniem do obrazu, gdy tymczasem szkic, jakim jest nasze życie, jest szkicem bez obrazu, szkicem do czegoś, czego nie będzie. Einmal ist keinmal, powtarza sobie Tomasz niemieckie przysłowie. Coś, co stanie się raz, jak gdyby nie stało się nigdy. Jeśli człowiek ma prawo tylko do jednego życia, to jakby nie żył w ogóle. Ale pewnego dnia w przerwie między dwiema operacjami pielęgniarka zawołała go do telefonu. Usłyszał w słuchawce głos Teresy. Dzwoniła z dworca. Ucieszył się. Niestety był tego wieczoru umówiony, toteż zaprosił ją dopiero na następny dzień. Gdy tylko odwiesił słuchawkę, zaczął sobie robić wyrzuty, że nie powiedział jej, by przyszła zaraz. Miał przecież dość czasu, by odwołać tamtą wizytę! Zastanawiał się, co Teresa będzie robić w Pradze przez trzydzieści sześć godzin dzielące ją od ich spotkania i miał ochotę wsiąść do samochodu i szukać jej po praskich ulicach. Przyszła następnego dnia wieczorem. Miała przewieszoną przez ramię torebkę na długim pasku. Wydała mu się elegantsza niż poprzednim razem. W ręce trzymała grubą książkę. Była to „Anna Karenina" Tołstoja. Zachowywała się wesoło, nawet trochę hałaśliwie i starała się dać mu do zrozumienia, że wpadła do niego właściwie przypadkiem: jest w Pradze służbowo, albo (jej tłumaczenia były bardzo niejasne) po to, by znaleźć sobie pracę. Potem leżeli nadzy i zmęczeni obok siebie na tapczanie. Była już noc. Spytał ją, gdzie się zatrzymała, chciał ją odwieźć samochodem. Odpowiedziała rumieniąc się, że zamierzała dopiero szukać hotelu, a walizkę zostawiła w przechowalni na dworcu. Jeszcze wczoraj lękał się, że gdyby zaprosił ją do siebie do Pragi, przyjechałaby po to, by ofiarować mu całe swoje życie. Kiedy powiedziała mu, że jej walizka jest w przechowalni, przeleciało mu przez głowę, że w tej walizce jest jej życie i że na razie, zanim mu je ofiaruje, oddała je na przechowanie. Wsiedli do samochodu zaparkowanego przed domem, pojechali na dworzec, odebrał jej walizkę (była ogromna i bardzo ciężka) i zawiózł ją razem z Teresą z powrotem do siebie. Jak to się stało, że zdecydował się tak nagle, kiedy przez czternaście dni wahał się i nie był w stanie posłać jej nawet widokówki z pozdrowieniami? Samego go to zaskoczyło. Postąpił wbrew swym zasadom. Przed dziesięciu laty rozwiódł się ze swoją pierwszą żoną i przeżywał rozwód radośnie, jak inni przeżywają wesele. Uświadomił sobie, że nie jest stworzony do życia u boku jakiejś kobiety i że może być w pełni sobą tylko jako kawaler. Pieczołowicie starał się tak ułożyć swe życie, aby żadna kobieta nie mogła nigdy wprowadzić się doń z walizką. Dlatego właśnie miał w mieszkaniu tylko jeden tapczan. Choć tapczan ten był dość szeroki, Tomasz mówił swym kochankom, że nie jest w stanie usnąć z kimś we wspólnym łóżku i zawsze odwoził je po północy do domu. Zresztą kiedy Teresa była u niego po raz pierwszy, z grypą, nigdy przy niej nie zasnął. Pierwszą noc spędził w fotelu, w następne odjeżdżał do szpitala; miał tam swój gabinet i kozetkę, na której sypiał w czasie dyżurów. Ale tym razem usnął obok niej. Rano obudził się i stwierdził, że Teresa, która jeszcze spała, trzyma go za rękę. Czyżby trzymali się tak przez całą noc? Wydawało mu się to niewiarygodne. Oddychała głęboko przez sen, trzymała go za rękę (mocno, nie mógł się uwolnić z tego uścisku), a niezmiernie ciężka walizka stała obok tapczanu. Bał się wysunąć dłoń z uścisku, żeby jej nie zbudzić, i tylko ostrożnie przekręcił się na bok, aby jej się lepiej przyjrzeć.


Milan Kundera - "Nieznośna lekkość bytu"
22.10.2011 o godz. 14:22

Jestem przerażona.
P R Z E R A Ż O N A




gdy byłaś tutaj przedtem
nie mogłam spojrzeć w twoje oczy
po prostu jesteś jak anioł
twoja skóra spawia że płaczę
unosisz się jak pióro
w tym pięknym świecie
szkoda ze nie jestem wyjątkowa
a ty jesteś tak kurewsko wyjątkowa

jestem jak robak, jestem dziwakiem
co ja tu do diabła robię?
nie należe do tego miejsca

Mam gdzieś że to boli
chcę kontroli
chcę perfekcyjnego ciała
chcę perfekcyjnej duszy
chcę byś zwróciła uwagę
kiedy mnie nie ma blisko
że jesteś tak kurewsko doskonała
szkoda że ja taka nie jestem

jestem jak robak, jestem dziwakiem
co ja tu do diabła robię?
nie należe do tego miejsca

Ona znów wybiega
wybiega
i biegnie, biegnie, biegnie

cokolwiek cię uszczęśliwia
cokolwiek tylko chcesz
jesteś tak kurewsko wyjątkowa
szkoda że ja taka nie jestem
Tagi: .
20.10.2011 o godz. 19:55

Naprawdę, naprawdę, naprawdę chciałam uczyć się historii. Naprawdę przeczytałam aż 15 stron. Naprawdę to mnie strasznie nudzi. Aż tak mnie strasznie nudzi, że zasnęłam. Obudziłam się przed 18, stwierdziłam, że i tak nic z tego nie będzie i poszłam się umyć. Przydałoby się chociaż odrabiać prace domowe z historii, żeby mieć jakieś pozytywne oceny.

No i nie lubię jak ktoś mi mówi coś, co jest nieprawdą tylko po to, żebym poczuła się lepiej. Nie róbcie tego, proszę Was.

A niektóre sytuacje są po prostu śmieszne, serio. Ale ze względu na powagę sytuacji i względny szacunek, po prostu czasem nie wypada się śmiać. Chociaż tak bardzo dziś mi się chciało.
Tagi: historia...
17.10.2011 o godz. 18:17

Całkiem sympatyczny dzień. Miło, spokojnie. Dowiedziałam się pewnych rzeczy, które mnie uspokoiły. Bałam się, że w szkole będę zamknięta, bo miałam taki dziwny stan przez ostatnie dwa dni, ale nie było najgorzej. W sumie to nie chce mi się uczyć. A może jednak lepiej by było, jakbym nie mogła chodzić do szkoły do czerwca? Cóż z tego, że znowu musiałabym iść do II klasy.

Źle było tylko na religii. Chciało mi się po prostu płakać i to wszystko. Ale po przyjściu do domu spotkały mnie 2 miłe rzeczy, więc jest już ok.

Trzeba by się pouczyć historii, ale cholernie mi się nie chce. I zrobić referat na chemię. I przygotować się na polski. I francuski. I w ogóle się ogarnąć. Ale jakoś nauka mnie nie kręci, nie chce mi się.

Tagi: nic
17.10.2011 o godz. 16:38
statystyki
  • Czas na Bloblo: 1 dni 13 godzin 37 minut
  • Napisanych notek: 49
  • Komentował: 3 razy
  • Zebranych komentarzy: 36
  • Ostatni wpis: 18.05.12, 22:30
  • Wpis średnio co: 10 dni
  • Profil odwiedzono: 9297 razy
  • Ilość avatarów: 14
  • Ilość zdjęć: 1
  • Ilość filmów: 25
  • Ilość logowań: 57
  • Ostatnie logowanie: 18.05.12, 22:27
  • Ostatnio odwiedzili: wandalka, Lilithes, luthien-96, yuma, Missila, Blondie, so-fine, Covered, milkaa